Jak Tonya umierała i jak mąż ją wtedy zdradził

Tonya umierała – wiedziała to na pewno. Wszelka nadzieja na wyzdrowienie zniknęła. Długie, wyczerpujące leczenie nie przyniosło żadnych rezultatów.

„Niech tak będzie” – pomyślała Tonya obojętnie, słabnąc. „Oby to się już pospieszyło. Jestem zmęczona… Bóg jeden wie, jak bardzo jestem zmęczona…”

Jej córka przyjeżdżała codziennie, zostawiając rodzinę i synka. Była teraz dla niej ogromnym wsparciem. Zajmowała się wszystkimi pracami domowymi, podawała Tonyi zastrzyki, bez których nie mogła żyć. Wspierała ją emocjonalnie i dodawała otuchy.

„W porządku, mamo, damy radę. Przeszliśmy przez gorsze trudności i z tym też sobie poradzimy. Wiosna wkrótce nadejdzie, będzie ciepło i od razu poczujesz się lepiej. Już dobrze, już dobrze…”

Tonya uśmiechnęła się smutno do córki. Było mi jej żal. Będzie cierpieć, będzie płakać... Moja biedna dziewczynka. Dobrze, że ma swoją rodzinę, dobrego męża, który ją kocha. I syna Griszę, mojego złotego wnuka...

W ostatnich miesiącach mąż Tonyi coraz częściej spędzał czas poza domem. Mówił, że ciągle pracuje po godzinach, przepraszając i szukając wymówek: „Co mogę zrobić?”. Szefowie byli wściekli. Ale nie można ich nie słuchać, bo od razu straci się pracę.

Wracał późno do domu, patrzył na nią z poczuciem winy i szedł spać. Do innego pokoju. Wszystko w porządku, on potrzebuje snu, ale ona nie śpi całą noc – choroba jej na to nie pozwala.

Podczas długich, bezsennych nocy Tonya wspominała, jak poznała swojego przyszłego męża, jaka ich łączyła miłość. Zupełnie jak w filmach. I żyli cudownym życiem. Można im tylko pozazdrościć. Wychowali córkę i mieli wnuka. Ktoś musiał być zazdrosny, skoro ona teraz umierała…

Było jej bardzo żal męża, że ​​tak młodo owdowiał. Czuła się z tego powodu winna. I nie winiła go za to, że stawał się coraz bardziej od niej oddalony. Nic nie pozostało z jej dawnej urody i postury.

Niedawno wpadła do niej przyjaciółka. Dawno jej nie było, więc postanowiła odwiedzić chorą i pogadać o tym i owym. Tonya zdała sobie sprawę, że wygląda bardzo źle, gdy tylko spojrzała na jej minę. Nie mogła ukryć zaskoczenia i współczucia – wszystko było w niej, jak w książce.

Podczas gdy jej przyjaciółka próbowała podtrzymać rozmowę, Tonya zdała sobie sprawę, że przyszła z jakiegoś powodu, że coś ukrywa. Znała swoją przyjaciółkę aż za dobrze.

W końcu podjęła decyzję.

— Nigdy nie rozumiałam tych facetów. Gdzie ich sumienie? Jego żona choruje, a on wyjechał do kobiet. Słuchaj, Tonya? Mówię o twojej kochance. Nie mogę dłużej milczeć. Twój facet jest bezwstydny, mówię ci. Ciągle ucieka do Sonyi, tej rozwódki. Powinnaś z nim porozmawiać. Czemu cię hańbi?

I odeszła, zostawiając za sobą ból i urazę.

Tonya wiedziała, domyślała się... Czuła, co czują kobiety, które troszczą się o to, co kryje się w duszy ich ukochanego.

Co teraz możesz zrobić? Nie ma sposobu, żeby ją wyleczyć. Ile jej jeszcze zostało? Miesiąc, dwa, sześć miesięcy... Koniec i tak jest bliski.

Tonya wybuchnęła płaczem, czując niewysłowione współczucie dla siebie. Po raz pierwszy od dawna nie miała ochoty się nad sobą użalać. I wtedy ją olśniło... Płakała też za szczęśliwym życiem, które miała, a które tak szybko się skończyło. Jak wszystko, co dobre.

Tego wieczoru jej mąż wrócił do domu i – czego nie robił od dawna – usiadł obok niej. Wziął ją za rękę i usiadł z pochyloną głową.