Jak Tonya umierała i jak mąż ją wtedy zdradził
Tonya widziała, jak zbladł i zsiwiał. W jego oczach było tyle smutku. I bólu. Był jak zagubione dziecko, które nagle znalazło się wśród obcych i nie wiedziało, jak sobie pomóc.
Tonya nagle wyraźnie uświadomiła sobie, że on również bardzo cierpi. Że się boi. Bał się jej choroby, bał się jej śmierci i bał się jej samej, która zmieniła się tak okrutnie i nieodwracalnie.
I to nie radość kazała mu pobiec do Soni, lecz zakłopotanie. Tak właśnie pomyślała. Mężczyźni często poddają się trudnościom i stają się jak dzieci.
„Wiem wszystko” – powiedziała cicho Tonya. „Dobrzy ludzie mi powiedzieli. Nie szukaj wymówek, nie… Nie ma sensu. Bądź cicho.”
Oto, co chcę ci powiedzieć. Jeśli mówisz poważnie... z Sofią, to po moim odejściu... wróć do niej i żyj. To dobra kobieta, wiem. Jedna osoba nie da rady sama, to źle... I czy to naprawdę twoja wina, że masz taką żonę... chorą? A ty jesteś jeszcze młody. Musisz iść dalej ze swoim życiem.
Tylko tyle. Póki żyję, nie ośmieszaj mnie przed ludźmi. Czekaj... Nie zostało już dużo czasu.
Oto co powiedziała swemu mężowi umierająca Tonya, kobieta, która kochała go prawdziwą miłością.
To moja historia, przyjaciele. Z prawdziwego życia. Z naszego trudnego, a czasem nieznośnie ciężkiego życia. Ale jeśli wybaczyliście swoim bliskim i sobie, nic już nie jest straszne. Nawet śmierć.