Don Aurelio Morales budził zarówno szacunek, jak i strach. W wieku 52 lat zbudował w Guadalajarze małe imperium: dwa sklepy spożywcze, dwupiętrowy dom w centrum miasta i reputację człowieka uczciwego, lecz nieugiętego. Jego siwy wąs, zawsze idealnie przystrzyżony, jeżył się, gdy coś go niepokoiło.
Jej szare oczy, odziedziczone po hiszpańskim dziadku, mogły być delikatne jak kwietniowy deszcz albo zimne jak styczniowy grad, w zależności od nastroju. Dla don Aurelio Teresa była najcenniejszym klejnotem, jedyną córką wśród trzech synów, urodzoną, gdy on i jego żona stracili już nadzieję na córkę.
Wychował ją jak księżniczkę, chroniąc ją przed światem z zaciekłością lwa pilnującego swojego szczenięcia. „Szanowane kobiety” – powtarzał jej nieustannie – „nie chodzą same po ulicy. Szanowane kobiety wychodzą za mąż za mężczyzn o wysokiej pozycji, którzy potrafią je utrzymać jak damy”. A Miguel Ángel Hernández, jakkolwiek dobry i pracowity by nie był tym, kogo Don Aurelio miał na myśli dla swojej małej Teresy.
Burza rozpętała się pewnej listopadowej nocy, gdy don Aurelio wrócił wcześnie z jednego ze swoich sklepów i zastał Teresę szyjącą przy oknie, nucącą miłosną piosenkę z uśmiechem, jakiego nigdy wcześniej nie widział. „Co cię tak cieszy, dziecko?” – zapytał, ale w jego głosie było coś, co przyprawiło Teresę o dreszcz.
Nic specjalnego, tato, po prostu piękna noc. Don Aurelio podszedł do okna i wyjrzał na plac. W tym momencie Miguel przechodził obok, z charakterystycznym krokiem i przechylonym na bok kapeluszem, gwiżdżąc tę samą piosenkę, którą nuciła Teresa. Ten chłopak, mruknął Don Aurelio, widziałem go ostatnio w okolicy. Serce Teresy zamarło. Była taka ostrożna, taka dyskretna.
Nie wiem, o kim mówisz, tato. Ale don Aurelio nie był głupi. Doszedł do tego miejsca, czytając w ludziach jak w otwartych księgach. Tej samej nocy czekał, aż Miguel pojawi się na placu, tak jak robił to od miesięcy. Don Aurelio wyszedł z domu zdecydowanym krokiem i ruszył prosto w stronę młodego mężczyzny.
„Pan pewnie jest Miguel Ángel Hernández” – powiedział. I nie było to pytanie. Miguel natychmiast zdjął kapelusz. „Tak, proszę pana, do usług”. „Nie przydasz mi się” – odparł krótko don Aurelio. „Ale czegoś ode mnie chcesz, prawda?” Miguel przełknął ślinę.
Wiedziałem, że ta chwila nadejdzie prędzej czy później, ale miałem nadzieję, że będę lepiej przygotowany. Panie Morales, kocham pańską córkę Teresę całym sercem i duszą i chciałbym poprosić o jej rękę. Śmiech don Aurelio był suchy jak suche liście. Pańska ręka? Pan, bezrolny, bezimienny chłop, chce poślubić moją córkę? Panie, ciężko pracuję. Mam plany, marzenia.
„Marzenia nie dają jedzenia na stół” – przerwał Don Aurelio. „Marzenia nie dają ubrań ani lekarstw. Marzenia nie dają kobiecie szacunku”. Miguel wyprostował się, czując, że godność to wszystko, co mu pozostało. „Mogę panu to wszystko dać, proszę pana”.
Może nie teraz, ale czego oczekujesz od mojej córki? Życia obietnicami? Wychowania dzieci w chacie, podczas gdy ty będziesz gonił za mrzonkami? Słowa don Aurelio były jak sztylety. Ale Miguela najbardziej bolała świadomość, że ojciec Teresy miał rację. Nie miał nic do zaoferowania poza swoją miłością.
A w świecie, gdzie miłość nie wystarczała na pokrycie rachunków, wydawało się to niewiele. Słuchaj uważnie, młodzieńcze. Don Aurelio kontynuował, podchodząc tak blisko, że Miguel czuł w jego oddechu zapach tytoniu. Moja córka wychodzi za mąż za kogoś ze swojej klasy, na przykład syna Don Roberto Vázqueza, który ma ziemię i zapewnioną przyszłość.
Zapomnij o niej, bo inaczej nie dokończyłby zdania, ale groźba wisiała w powietrzu niczym gęsty dym. Miguel czuł, jak świat rozpada mu się u stóp, ale kiedy spojrzał w górę i zobaczył Teresę wychylającą się przez okno, a łzy spływały jej po policzkach, wiedział, że nie może się poddać. „Z całym szacunkiem, Don Aurelio” – powiedział drżącym, ale stanowczym głosem.
Nie mogę zapomnieć Teresy i nie sądzę, żeby ona mogła zapomnieć o mnie. Tej nocy Teresa płakała, aż zabrakło jej łez. Jej ojciec wpadł do domu, krzycząc o niegrzecznych chłopcach i nieposłusznych córkach. Zabronił jej wychodzić samej, pozbawiając ją wszelkiej wolności.
„Zobaczysz, co dla ciebie dobre” – powiedział jej. „Ten chłopak przyniesie ci tylko cierpienie i ubóstwo. Tacy mężczyźni jak on się nie zmieniają, Tereso. Rodzą się biedni i umierają biedni, a swoje żony ciągną ze sobą w nieszczęście”. Słowa te przeszyły serce Teresy niczym ciernie. Kochała Miguela z całej duszy, ale głos ojca zasiał ziarno wątpliwości, które w końcu zakorzeniło się głęboko w jej sercu niczym zatrute winorośl.
Następne miesiące były najtrudniejszymi doświadczeniami Teresy w życiu. Don Aurelio trzymał ją praktycznie jak więźnia w domu, towarzysząc jej nawet podczas niedzielnej mszy. Rozmawiał z całą rodziną, sąsiadami, połową miasta, prosząc, by mieli oko na jego córkę i informowali go o każdym kontakcie z tym parobkiem.