Niepotrzebny

Olesia rozumie, że ten skandal jest przez nią; chciałaby odejść, ale nie ma dokąd pójść. Matka Olesi wyszła za mąż, a jej nowy mąż nie chce widzieć Olesi, a matka Olesi jest jeszcze młoda; chce żyć.

Zadzwoniła więc do ojca Olesi i powiedziała, że ​​albo zabierze dziewczynkę, czyli Olesię, albo odda ją do sierocińca.

Olesya nie wierzyła, że ​​jej matka, jej ukochana matka, może stać się aż tak... zła.

Olesia była przestraszona, płakała, ale jej matka, jakby stała się dla niej kimś obcym, wyrwała ręce Olesi z rąk i poszła tam, w nowe, szczęśliwe życie

„Mamo” – woła Olesia – „Mamo…”

Ale mama nie słyszy, wsiada do samochodu i odjeżdża, zostawiając Olesję z siostrą taty, ciocią Tanią

„Chodź, maleńka” – mówi ciocia Tanya – „chodź, to się zdarza. Tatuś wkrótce po ciebie przyjdzie, nie płacz”.

Tata przyjechał i zabrał Olesię.

Całą drogę przejechali w milczeniu.

-Tato, poślesz mnie do sierocińca?

- Nie, córko, dlaczego tak myślisz?

Olesya zamilkła i zaczęła patrzeć przez okno.

Olesya polubiła ciocię Tamarę i zaczęła nazywać mamę swoją.

Julia była początkowo szczęśliwa, że ​​ma nowego przyjaciela, z którym może się bawić.

Ale kiedy uświadomiła sobie, że Olesya będzie teraz mieszkać z nimi na zawsze, nawet w jej pokoju, że będzie musiała dzielić się zabawkami, że teraz będą kupować wszystko po połowie, a także, że usłyszała, jak tata nazywa Olesyę swoją córką, dziewczynka wpadła w histerię.

A babcia dolała oliwy do ognia, ubolewając, dlaczego mama zgodziła się przyjąć tego kundla Oleskę.

Sytuacja eskalowała, tata zdawał się nie zwracać na nic uwagi, mama była w rozterce. Julia wpadała w coraz większą histerię, Olesia stawała się coraz cichsza.

„Mamo, zostanę z tatą” – powiedziała Witia – „muszę przygotować się do egzaminów, a ten cały dzień krzyczy jak szalony”.

-Wiktorze! - Ta tak zwana, twoja własna siostra, nawiasem mówiąc!

- U nas to rodzinna sprawa, Olesia jest też jej siostrą, a Julka jest histeryczna, jakby jej samego diabła dano, koniec, odchodzę.

Mój pierwszy mąż zadzwonił wieczorem.

-Tom, co się stało? Dlaczego dziecko ucieka z domu?

-Czy on ci przeszkadza? Puść go do domu.

- Nie, po prostu jestem ciekaw.

- Rozwiąż swoje problemy.

Toma zapomniał, kiedy ich rodzina ostatni raz zaznała spokoju. Vadik milczał, bardzo sprytnie przerzucając wszystkie problemy na żonę.

-Coś- Dawno nie widziałam Vitki.

- Serio? Czy to w porządku, że mieszka z ojcem już od miesiąca?

„Dlaczego?” zapytał zaskoczony Wadim.

- Bo ma dość tego chaosu w naszym domu. Nie widzisz, co się dzieje?

-Nieee, co?

- Nic! Zupełnie nic. Porozmawiaj z dziewczynami.

-Co? Coś nie tak z Olesią?

„Masz jeszcze jedną córkę oprócz Olesi? I tak, musisz porozmawiać też z Olesią. Powiedz jej, że ją kochasz, że nie jest sama”.

Yulka cały dzień wyje i rzuca napady złości.

- No cóż, Tom, to twoja kobieca sprawa.

-Co? Zwariowałeś? Przyprowadziłeś dziecko, popchnąłeś je w ten sposób i tyle.

Zasadniczo albo w jakiś sposób rozwiążesz problem, albo, albo...

Nie wiem, odejdę… to tyle

- Jak mam podjąć decyzję, Tom? Co muszę zrobić?

-Nie wiem…

Tata idzie do Julii. Julia znowu płacze. Rzuca się tacie na szyję i widząc Olesię, pokazuje jej język.

- Ooo, kundelku, podrzutku, ooo. Tato, nie kochaj Oleski, nie nazywaj jej córką, tylko ja jestem twoją córką.

-Julio, co ty mówisz?

- Ona jest zła, matka ją porzuciła, przyprowadziła się do nas, kundel, nikt jej nie potrzebuje.

-Julia! To twoja siostra.

"Nie!" Yuya tupie nogą, "nie!" i znowu zaczyna płakać.

„Widziałam to” – mówi mama. „Widziałam to. Nie mogę już znieść tych napadów złości, ale jesteś dobrym chłopcem, zachowujesz się, jakbyś nic nie widział wokół siebie”.

- Tak, to twoja matka wrobiła Julkę.

„Serio? Moja mama? Co się z tobą dzieje, tato, dlaczego nie rozmawiałeś z córką? Żadne z nich. Spójrz na Olesię, ona umiera. Nie mogę się do niej nawet zbliżyć, Julka zaczyna krzyczeć…”

Zrób coś, Vadim!

Cześć, Taniu, cześć, siostro. Zastanawiam się, czy mogłabyś przyjąć Olesję na chwilę? Co? Na jak długo? No cóż, nie wiem... dopóki nie skończy szkoły. Co? Nie, nie żartuję...

- Kochanie, jedziemy do cioci Tanyi. Co? Nie, nie, do jakiego sierocińca, o czym ty mówisz?

Olesya patrzy przez okno...

- Olesiu, moja dziewczyno, wejdź.

-Tato, tato, - płacze dziewczynka, -tato

- Zostań z ciocią Tanią, dobrze? - Tata szybko całuje Olesię w czoło, wkłada jej misia w ręce i szybko wsiada do samochodu, trzaskając drzwiami.

- Cześć, Tom... Rozumiem oczywiście, że potrzebujesz cudzego dziecka i tak dalej, ale on zaakceptował twoje dziecko i wychowuje je jak swoje...

Nawet nie wiem, po co dzwoniłem. Powiedziałem już bratu, teraz powiem ci, jaki... podły jesteś...

Nie chcę widzieć ciebie ani nikogo innego, zapomnij o naszej dobrej relacji...

Olesya siedzi na krześle i patrzy przez okno.

„Olesya, chodźmy się pobawić” – woła kuzynka Katiuszki.

-Olesya siedzi i milczy.

- Olesiu, co ci jest? - Ciocia Tania kuca przed swoją siostrzenicą. - Idź się pobawić z Katiuszą.

-Ciociu Tanya, czy będę mieszkać z tobą?

-Tak kochanie.

-A Katya nie będzie później krzyczeć i płakać, bo mieszkam w jej pokoju.

-Katya? Katya, chodź tu, nie przeszkadza ci, żeby Olesya dzieliła z tobą pokój?

-Świetnie!

- Kupimy ci zabawki za połowę.

- Super! Będziemy mieli dwa razy więcej zabawek!

- Dlaczego? - śmieje się ciocia Tanya.

- No cóż, Olesia dostanie jedną lalkę, a ja drugą. Po co nam identyczne?

Olesia także się uśmiechnęła, ale przypomniała sobie, jak Julia krzyczała i tupała nogami, że potrzebuje dokładnie takiej samej lalki jak Olesia, i posmutniała.

Ale można było zrobić tak, jak mówi Katia, myśli smutno dziewczyna.

-Mamo, - dziewczynka, która zajrzała do kuchni uśmiechnęła się radośnie, -Mamo, Katiuszko i ja zdałyśmy egzamin.

-Tak, jesteście moimi lalkami, tak, jesteście moimi dziewczynkami, tato, słyszałeś?

„O, tak!” – śmieje się radośnie mąż Tani, Nikołaj. „Te ważki brzęczały mi w uszach, kiedy je prowadziłem…”

„Tak, cześć” – twarz dziewczyny się zmienia – „a kto to jest? Mama? Jaka mama? Stoję tu i patrzę na moją mamę… Tanyę… Och, to mama, która mnie urodziła… Czego potrzebujesz, mamo? Przepraszam, ale nie mam czasu”.

- Kto tam, Oles?

Zły numer...

-Ojciec jest tam...chce pogratulować cioci Tomie, jak się masz?

„Niech mi pogratulują” – dziewczyna wzrusza ramionami, pozornie obojętnie. „Mamo, przebiorę się”.

Olesya wchodzi do pokoju, który przez tyle lat był jej domem, siada na łóżku, a łzy zaczynają spadać, niczym pierwsze ciężkie krople deszczu, na suchą ziemię...

Katiuszka zajrzała przez drzwi i cicho je zamknęła.

„Co tam jest?” pyta mama.

„Ona płacze, mamo” – Katia miała łzy w oczach. „Pójdę do niej”.

- Nie, zrobię to sam.

„Córeczko, niech tak będzie, mamo, niech tak będzie” – tata Kola również z trudem powstrzymywał łzy. „Ta mała dziewczynka kiedyś nazwała go tatą…”

-Córka…

„Mamo, dlaczego oni mi to robią? Nie byli alkoholikami, nie wiem, kochali się, chyba. No, na pewno kochali mnie, zdmuchnęła ze mnie kurz, pamiętam. A on przyjeżdżał na każde święta, zawsze przywoził prezenty, całował mnie, a potem co? Co się stało?”

„Nie wiem, kochanie, to się zdarza. Twój tata to dobry facet, zostaliśmy sami na początku, jest tylko dwa lata starszy ode mnie, ale zawsze mi pomagał, zawsze mnie wspierał.

Ale ja zawsze byłam silniejsza charakterem, a on nie nauczył się rozwiązywać problemów.

Ucieknie, jeśli coś się stanie...

A twoja matka... W ogóle tego nie rozumiem, masz rację, ona chyba cię szaleńczo kochała...

Czy to była ona, twoja matka, która dzwoniła?

Dziewczyna skinęła głową.

-Nie wybaczysz jej?

- Jeszcze nie, może później...

-Cienki

Drzwi skrzypnęły, Katiuszeczka wślizgnęła się do pokoju, przytuliła płaczącą mamę i siostrę i tak siedziały.

Potem odwiedzili ich tata Kola i nastoletni Waniuszka, młodszy brat dziewczynek.

- Panie, idziemy świętować? Wania i ja jesteśmy tak zdenerwowani, że burczy nam w brzuchach, że pies sąsiada warczy przez ścianę.

„Tak, tak” – powiedziała mama, nagle przypominając sobie – „zaraz tam będę”.

- No dalej, ważki, kto szybciej wpadnie w ramiona tatusia? - I rozkładając ramiona na boki, lekko się pochylając, tata chytrze spogląda na dziewczynki.

- Ja, ja - krzyczą jak w dzieciństwie.

-Nie ma mowy, ja...- krzyczy Wania i wspina się na szyję swojego taty...

„Och, tak się boisz” – mama kręci głową, wycierając ręce ręcznikiem – „przejedziesz ojca, konie”.

„No cóż” – tata puszcza oko do dzieci – „kto kocha mamę bardziej?” i cała grupa rusza naprzód, wyciągając ręce i usta, jakby chcieli pocałować mamę.

- No, chodź - śmieje się mama Tania - jakieś lizaki, chodźmy jeść...

„Hura, będziemy nakarmieni, o święta kobieto, która daje nam obiad” – śmieje się jej rodzina.

To takie szczęście, myśli Tanya, takie szczęście...

Jak łatwo jest zostawić za sobą dawny związek, po prostu odejść, zapomnieć, wymazać go z pamięci. Co? Dziecko?

Ale każdy ma prawo do szczęścia, prawda? Nie porzuciła go w lesie, oddała go swojemu ojcu, rodzicowi takiemu jak on, a to, że sobie nie radzi, nie jest jej problemem.

Czemu nie zadzwoniłeś i nie zapytałeś? Przecież wysyłałeś pieniądze, regularnie... Nie rozumiem, o co ta cała niechęć, prawda?

Ten temat nigdy nie przestanie mnie fascynować – temat niechcianych dzieci, których rodzice żyją. Dlaczego? Dlaczego nie przeprowadzić egzaminu z rodzicielstwa?

Życzę Ci, abyś nigdy nie spotkał takich ludzi. Ja z jakiegoś powodu często ich spotykam w swoim życiu.

Mój przyjaciel kiedyś mi powiedział

-Mavrush, zauważyłeś, że wokół ciebie jest kilka niefrasobliwych matek?

„Dobrze” – mówię jej – „tylko kilka spraw… albo trzy… albo pięć…”

I spojrzałam na niektóre z nich i pomyślałam, że lepiej byłoby, gdybyś oddała ją swojemu byłemu mężowi, po co walczyłaś o to dziecko, skoro jej nie potrzebujesz...

Nie oznacza to, że jestem taką super mamą, ale że musisz zdać sobie sprawę, że dziecko jest na zawsze, że to nie jest małżonek, w którym możesz się przestać kochać lub którym możesz się znudzić, że to jest dziecko, część ciebie...

Życzę Wam moi drodzy wszystkiego najlepszego i szczęścia!

Zbliża się weekend. Wiem, że nie każdemu jest on bliski. Niektórzy pracują dwa dni w pracy, a dwa dni mają wolne. Ale mimo wszystko życzę wam wszystkim powodzenia, ciepła i zdrowia!

Zdrowie jest najważniejsze.

Jak mawia moja Agłajka, nawet miłość mogę kupić, ale zdrowie jest problemem, nieważne jak bardzo by mnie nie naprawiali, to i tak nie jest dobrze...

Życzę Wam powodzenia, miłości i spokojnego, rodzinnego szczęścia.

Wczoraj było święto, no cóż, gratuluję ci trochę za późno.

Ja też nie jestem zbyt dobra w tych nowomodnych świętach, ale święta są fajne!