I w jednej chwili podjęła decyzję.
Maria poszła prosto do drzwi wejściowych i szła dalej przez deszcz.
Przykucnęła przed dziećmi. „Cześć” – powiedziała cicho. „Jak macie na imię?”
Chłopiec zawahał się, podejrzliwy. Życie nauczyło go, że dorośli często są synonimem niebezpieczeństwa.
W końcu wyszeptał: „Mam na imię Alejandro. To jest Sofia”.
Maria przyjrzała im się: zapadnięte policzki, blada cera, wyczerpanie dzieci, które dawno nic nie jadły.
„Kiedy ostatnio jadłeś coś ciepłego?”