"Tylko wtedy, gdy mam ochotę być leniwy."
To wywołało u mnie wybuch śmiechu.
Wypił kawę i dodał: "Powiedział, że można zrobić tartę gruszkową, która wywołuje moralne zamieszanie."
Uśmiechnąłem się mimo siebie. "To hojny gest."
"Nie powiedział tego ładnie. Miał na myśli, że powinienem był się tego spodziewać."
To była nasza pierwsza rozmowa, która wydawała się niemal łatwa.
Drugi przypadek pojawił się trzy dni później, gdy znalazłem na kuchennym stole kopertę z napisem MERCER DEVELOPMENT wydrukowanym ciemnoniebieskimi literami w rogu.
Przez chwilę pokój się przechylił.
Dorothy była w wędzarni. Mark był na zewnątrz, blisko studni. Ręce mi drżały, gdy ją otwierałem.
W środku była oferta.
Hojna, prywatna propozycja nabycia "wszystkich praw powierzchniowych i źródłowych związanych z nieruchomością Dorothy Hale przy Laurel Hollow Road". Załączono odręczną notatkę na eleganckim papierze firmowym.
Niektóre problemy łatwiej rozwiązywać, gdy rodziny współpracują.
Brak podpisu.
Ale dokładnie wiedziałem, jaki człowiek pisze takie notatki i oczekiwałem, że będą uprzejme.
Dorothy weszła, gdy wciąż na niego patrzyłem.
Jego wzrok przesunął się z mojej twarzy na kartki, które trzymałam.
"Co to jest?" Zapytałem, nienawidząc przestraszonego tonu mojego głosu. "Czy znaleźli mnie tutaj przez ciebie?"
Pytanie uderzyło w pokój jak rozbite szkło.
Dorothy nie podniosła głosu. Zrobił coś gorszego. Pozostał nieruchomy.
"Myślisz, że sprzedałem cię dla papierkowej roboty?"
Policzki mi płonęły. "Nie powiedziałem tego."
"Właśnie to zrobiłaś, jesteś piękniejsza."
Otworzyłem usta, po czym je zamknąłem. Bo prawda była taka, że strach uczynił mnie głupim. Strach zawsze zmniejsza świat, aż widzisz tylko najbliższą zdradę.
Dorothy wyjęła mi kartki z ręki, podeszła do kuchenki, otworzyła palenisko i wrzuciła całą paczkę do ognia.
«Non affitto parenti a ricchi codardi», disse. «Non per i diritti di estrazione. Non per denaro. Non per tutte le sciocchezze patinate che il denaro di Mercer può comprare.»
Rimasi a fissarlo.
Chiuse la porta di ferro con tanta forza da far tremare il bollitore.
Mark entrò da fuori giusto in tempo per assistere alla fine della conversazione. Guardò il mio viso, poi quello di Dorothy, e capì più di quanto avesse chiesto.
"Quello che è successo?"
Dorothy rispose senza voltarsi: «È arrivato il giornale locale. Mary si è lasciata prendere dalla paura e si è mostrata scortese. Il giornale ormai non esiste più.»
Rimasi lì immobile, mortificato.
Mark mi lanciò un'occhiata e disse, con molta calma: "Chi si serve degli avvocati per fare danni si aspetta che tutti gli altri si spaventino facilmente".
Powinienem się zdenerwować. Zamiast tego dawało mi to stabilność.
W końcu Dorothy odwróciła się do mnie, a jej wyraz twarzy złagodniał, ledwo zauważalnie.
"Tęsknili za tą ziemią od miesięcy," powiedział. "To źródło nad północnymi pastwiskami płynie czyste przez cały rok, a ludzie tacy jak Charles Mercer wierzą, że wszystko, co czyste na świecie, prędzej czy później powinno nosić ich imię."
Nie mogłem oddychać. "Wiesz, że to on."
"Znam takich jak on. To mi wystarczy."
"Przepraszam," wyszeptałem.
Spojrzał na mnie jeszcze przez sekundę, po czym westchnął. "Jesteś zmęczona, w ciąży i dręczona wspomnieniami. Mogę ci wybaczyć głupie pytanie."
Zaśmiałem się głośno i wytarłem twarz.
Tego wieczoru przygotowałem tartę gruszkową.
Dorothy udawała, że jej to nie obchodzi. Mark wziął dwa plasterki.
Kolejne tygodnie pogrążyły się w dziwnym, nowym rytmie. Dziecko stawało się coraz cięższe pod żebrami. Moje buty były błotniste. Mój sen stawał się coraz głębszy. Przestałem sprawdzać telefon co godzinę, potem codziennie. W pewnym momencie, bez ostrzeżenia, Charleston zaczął wydawać się bardziej miejscem, w którym przeżyłem, niż miejscem, do którego należałem.
Pewnej nocy pod koniec listopada, tuż po północy, przerażony krzyk rozdarł się przez dziedziniec.
Mark wpadł do kuchni półubrany i dyszący. "Daisy ma kłopoty," powiedział. "Cielak źle się przewróciło."
Dorothy już wiązała fartuch. "Woda. Ręczniki. Latarnia. Łańcuchy."
Wskazał na mnie palcem. "Zostań tam, gdzie jesteś."
Nie stałem w miejscu.