Teściowa odwróciła się. Jej twarz wyrażała gniew i nie próbowała się zasłonić.
„To, co powinnaś była zrobić dawno temu. Myślisz, że pozwolę ci wyrzucić mojego syna?
” „To mój dom
”. „Nie. To dom mojego syna. I odejdziesz. Sama albo w niesławie – zdecyduj”.
Wiera milczała. Galina Pawłowna rzuciła śrubokręt na podłogę i podeszła do niej.
„Nie żartuję, Wieroczko. Podpisz akt darowizny, bo zrujnuję ci karierę. Mam dość znajomych”.
Wiera wyjęła telefon. Włączyła ekran. Galina Pawłowna to zauważyła i zamilkła.
— Nagrywasz mnie?
— Nagrywałam. Wczoraj. I przedwczoraj. Wszystko, co mówiłeś.
Twarz mojej teściowej zbladła.
"Nie odważyłbyś się.
" "Zobaczymy.
" Vera odwróciła się i odeszła.
Tego ranka Galina Pawłowna otrzymała nakaz sądowy. Nakaz powstrzymania się od zbliżania się i nakaz eksmisji. Stała na korytarzu, trzymając w rękach dokumenty, z niedowierzaniem.
„To nielegalne! Jestem tu zarejestrowany!
” „Nie jesteś tu zarejestrowany. Sprawdź.
” Prawnik Very stał obok, spokojny i opanowany.
„Groźby zostały zarejestrowane. Próba włamania do sejfu również. Są zeznania świadków. Masz 24 godziny na spakowanie swoich rzeczy”.
Galina Pawłowna spojrzała na Wierę z nienawiścią.
„Pożałujesz
”. „Nie. Pożałujesz”.
Oleg wrócił wieczorem. Zobaczył swoją walizkę przy drzwiach. Wierę stojącą tam z teczką dokumentów w dłoniach.
— Co się dzieje?
— Wyjeżdżasz. Z matką.
— Nie masz prawa!
— Mam.
Podała mu papiery. Przebiegł je wzrokiem, a jego twarz zbladła.
„To umowa przedmałżeńska. Mieszkanie jest moje. Twoja matka mi groziła, próbowała włamać się do sejfu, szantażowała mnie. Wszystko jest spisane. Sąd orzekł – wyprowadzacie się. Oboje.
” „Vera, zaczekaj, możemy…
” „Nie.”
Uniosła rękę i wskazała na drzwi.
„Patrz na moją rękę”.
Spojrzał tam, gdzie wskazywała. Ktoś zapukał do drzwi. Vera otworzyła. Na progu stali komornicy i dwóch policjantów.
„Czy Galina Pawłowna Sokołowa i Oleg Wiktorowicz Sokołow są tutaj?
” „Tutaj
”. Wiera odsunęła się. Oleg próbował coś powiedzieć, ale komornik mu przerwał.
„Nie przeszkadzaj w wykonaniu decyzji. Spakuj swoje rzeczy. Dziesięć minut”.
Galina Pawłowna wyszła z pokoju. Spojrzała na Wierę z taką furią, że poczuła dreszcz. Ale nie ustąpiła.
Godzinę później odjechali. Wiera stała przy oknie, patrząc, jak Oleg pakuje walizki do samochodu. Galina Pawłowna siedziała na przednim siedzeniu, ściskając torbę na kolanach. Odjechali, nie oglądając się za siebie.
Vera zamknęła okno. Przeszła przez mieszkanie – znowu swoje. Jutro zamaluje wiśniową ścianę. Sama zdejmie żyrandol. Przywróci biuro.
Usiadłem na sofie. Po raz pierwszy od tygodni poczułem, że mogę swobodnie oddychać.
Telefon zawibrował. Wiadomość od prawnika: „Wszystko załatwione. Zamki można wymienić”.
Vera spojrzała na pusty salon. Cisza nie była przytłaczająca. Była jej własna.
Na stole leżał śrubokręt – ten sam, którego Galina Pawłowna użyła do otwarcia sejfu. Wiera podniosła go, podeszła do wiśniowej ściany i przesunęła końcówką po farbie. Warstwa była cienka, odsłaniając białą bazę pod spodem.
Zachichotała. Nie było to tak głębokie, jak się wydawało.
Jeśli Ci się spodobało, polub, skomentuj i zasubskrybuj!
Opublikowano w Bez kategorii