— Moja matka — w domu opieki? To się nie zdarzy. Mam też dla ciebie niespodziankę.

„Mamo, jak się masz? Dobrze się czujesz? Wszystko w porządku? Kola mnie wystraszył, powiedział, że ktoś zrobił mamie krzywdę” – zaczęła pytać synowa Zoi Aleksiejewny.

„Och, Maszeńko, stało się coś dziwnego. Nawet nie wiem, jak ci to powiedzieć... No to później, chodźmy do stołu. Zmyjemy się po drodze i zjemy kolację. Porozmawiamy później.”

Po obfitym obiedzie Zoja Aleksiejewna opowiedziała synowi i synowej o swoich kłopotach.

„Ludka kompletnie oszalała. Jest wściekła, że ​​sugeruje coś takiego matce! Skąd ona w ogóle to wzięła? To jej Fedka wytrąca ją z równowagi. To beznadziejny pijak. Nie chce pracować, ale musi pić za coś. Więc to on ją wciągnął w ten brudny proceder”.

„Mamo, najważniejsze, żebyś się nie martwiła. Wyjaśnij mi jasno, czego Ludmiła od ciebie chce” – zapewnił matkę Mikołaj.

Zoja Aleksiejewna zaczęła płakać.

„Jaki wstyd, mój synu! Jak ona może się nie wstydzić przed ludźmi? To taki grzech oddać własną matkę do sierocińca!”

„Co powiedziałeś?” Nikołaj był zdezorientowany.

Mógł spodziewać się wszystkiego po swojej niegrzecznej siostrze, ale nie tego.

„Tak, ostatnio przyszła do mnie i powiedziała: »Mamo, przygotuj się, idziesz do domu opieki. A my sprzedamy twój dom«. Powiedziała: »Możesz przepisać akt własności na mnie i wtedy możesz odejść«. Kola i tak nie potrzebuje tego domu. Tapla się tam w pieniądzach, nie ma pożytku z twojego wraku. Dawno temu go dla mnie oddał”. Powiedziała mi to bezczelnie, bez mrugnięcia okiem. Jak możesz mówić coś takiego matce?

Zoja Aleksiejewna ocierała gorzkie łzy, nie mogąc poradzić sobie z bólem i cierpieniem. Masza przytuliła teściową, próbując uspokoić zdenerwowaną kobietę.

- Nie płacz, mamo. Nie ma potrzeby. Wszystko się ułoży. Nie płacz.

„Jak mam nie płakać, Maszeńko? To moja córka! Córka, rozumiesz? A jednak zachowuje się jak obca, jak wróg!”

„Co ona, do cholery, wymyśliła, ten łajdak! Jak mogła w ogóle coś takiego wymyślić?” – Nikołaj był zdenerwowany.

„Zawsze jej mówiłeś, że nie będziesz rościł sobie praw do domu, Kolya. Więc postanowiła wyrzucić moją matkę i sprzedać dom, zanim umrę”.

„Chciałem, żeby wszystko było jak najlepiej!” – powiedział ze złością syn. „Żyję w komforcie, a Ludka ledwo wiąże koniec z końcem, ciągle rozstając się z alkoholiczką. Więc uznałem, że tak będzie dobrze, sprawiedliwie. I zobaczcie, co wymyśliła, węża w trawie!”

„Kolya, powinieneś z nią porozmawiać. Nie odpuści. Będzie do mnie przychodzić, aż się zgodzę. I nawet przyprowadzi ze sobą Fedkę. A on nie będzie się krępował, może ją nawet uderzyć. To dla niego bardzo łatwe, zawsze jest pijany”.

„Mamo, chodźmy do nas. Mamy duży dom. Jest wystarczająco dużo miejsca dla wszystkich” – zasugerowała Masza. „Zapraszaliśmy cię już kilka razy, ale nigdy się nie zgadzasz. Więc może teraz czas wyjechać?”

„Dziękuję, Maszeńko, dobra duszo! Ale nie chcę wychodzić z domu”.

„Nie, mamo, naprawdę! Chodźmy do siebie. Ludka cię nie zostawi samej” – powiedział Mikołaj.

„Nie, synu. Nie idę. Nie obrażaj się na mnie, staruszkę. My, starzy ludzie, mamy swoje dziwactwa. Chcę umrzeć we własnym domu. W swoich murach. Ty, synu, porozmawiaj z Ludką, opanuj ją. I to jest w porządku”.

Mikołaj wyszedł z domu, usiadł na ławce obok domu i zamyślił się. Musiał coś wymyślić. Musiał uszanować wolę matki, nie zabierać jej z domu, a jednocześnie okiełznać niesforną siostrę. Oczywiście, musiała dostać nauczkę za takie podłości.

Stopniowo w głowie Mikołaja zaczął kształtować się ogólny plan działania.

„Mamo, pójdę do Ludmiły, porozmawiam z nią i poukładam jej mózg na miejsce” – Mikołaj wszedł do domu.

Z satysfakcją zauważył, że jego matka trochę się uspokoiła. Rozmawiali spokojnie z Maszą, a Masza pokazywała jej zdjęcia z telefonu – wnuków i prawnuka, Matwiejki, którego niedawno urodziła ich najstarsza córka.

Zabrawszy kluczyki do samochodu, Mikołaj wyszedł z domu i udał się do swojej siostry.

Przywitała go nieprzyjaźnie, czego należało się spodziewać.

— A więc mama już się poskarżyła? Przybiegłeś, żeby mnie bronić, synu!

„Co ty wyprawiasz, bezwstydna kobieto? Gdzie masz rozum? Wysłałabyś własną matkę do domu opieki? Wcale ci nie żal? Czy nigdy nie wiedziałaś, co to znaczy mieć sumienie i współczucie?”

„Nie krzycz tu! Łatwo ci mówić – z takimi pieniędzmi. Ale co mamy zrobić? Wszyscy jesteśmy w długach i pożyczkach. Musimy to jakoś spłacić. A mojej matce nie zależy na tym, gdzie skończy!”

— Próbowaliście kiedyś pracować? Macie takie zgniłe twarze, siedźcie w domu, wy leniuchy! Pijecie wódkę. Oni mają długi. Wy macie długi, więc musicie je spłacić. Co ma z tym wspólnego wasza matka?

„Nie wydawaj tu rozkazów. Będziesz krzyczeć na podwładnych, a tu nic nie da. Oddałeś dom – taka była nasza umowa? I co teraz? Dom jest mój, zarejestruję go i sprzedam. Mogłabym wziąć matkę, ale Fedka nie chce” – powiedziała Ludka rzeczowo, jakby mówiła o kimś innym.

„Odmówiłem, to prawda. Ale nigdy nie sądziłem, że stracisz sumienie do tego stopnia, że ​​wyrzucisz matkę z domu. Więc teraz podejmę decyzję inaczej” – powiedział ostro Nikołaj.

„I zabierz ze sobą matkę. A wszystkie twoje problemy się rozwiążą” – odpowiedziała siostra energicznie.

„Zabrałbym ją z wielką przyjemnością. Ale nasza matka chce dożyć końca życia we własnym domu. A ciebie nie obchodzą życzenia najbliższej rodziny. Zbliżyłeś się do alkoholika innej osoby bardziej niż do matki!”

- Nie dotykaj mojego męża!

„Nie potrzebuję was obojga, nie muszę was dotykać. Żyjcie tak, jak chcecie. Ale już podjęłam decyzję. Przyszłam, żeby się czegoś od was dowiedzieć. Wszystkiego… dowiedziałam się”.

„A jaka to decyzja? Nie oddasz swojej części domu swojej matki?”

- Nie. Zrobię wszystko inaczej. Nic nie dostaniesz z tego domu!

„Co masz na myśli? Co ty, do cholery, wymyśliłaś?” – krzyknęła Ludmiła, wyczuwając kłopoty.

„Wziąłem pod uwagę życzenie mojej matki, by mieszkać we własnym domu aż do śmierci. Dla mnie to życzenie jest święte i niepodważalne. Ale postaram się ją też chronić przed wami, leniuchami”.

- Zastanawiam się, jak to możliwe?

„Ona da mi swój dom. Zaraz pójdziemy do notariusza i spiszemy akt darowizny na moje nazwisko”.

— Co? Jak śmiesz myśleć o czymś takim! Nie rób tego! Obiecałeś! Czy twoje bogactwo ci nie wystarcza?

„Kiedyś myślałem, że postępuję słusznie, kiedy obiecałem ci, że nie będę rościł sobie praw do domu moich rodziców. Chciałem dobrze. Ale łajdacy tacy jak ty muszą dostać nauczkę. Więc teraz dostań to, na co zasługujesz”.

„Nie odważyłbyś się tego zrobić! To niesprawiedliwe!” krzyknęła Ludka.

„A umieszczenie mojej matki w domu opieki – czy to sprawiedliwe, twoim zdaniem? Znalazła się sprawiedliwa kobieta”.

A, i jeszcze jedno. Jeśli ty albo twój Fedka chcecie skrzywdzić waszą matkę, będziecie musieli się uporać z policją. Zawiadomię miejscowego policjanta. I sam będę tu częściej zaglądał – żeby sprawdzić, jak się czuje mama i jak się ma mój dom.

Mikołaj wrócił do domu swojej matki.

„Przygotuj się, mamo. Chodźmy do notariusza. Podpiszemy akt darowizny na mnie, a potem będziesz mogła spokojnie mieszkać w swoim domu. Nigdzie cię nie wyślę ani z domu nie wyrzucę”.

„Jaki sprytny pomysł wpadłeś, synu. A co z Ludką? Czy będzie miała coś przeciwko? Co, jeśli zacznie mnie gnębić?”

„Nie będzie. A jeśli coś się stanie, oto numer telefonu do miejscowego policjanta. Zadzwoń do niego. I do mnie. Przyjdę i szybko ją uporządkuję”.

W ten sposób rozwiązano jedną z wielu historii związanych z dziedziczeniem po rodzicach.

Opublikowano w Bez kategorii